Thursday, August 30, 2007

c.d.n.

Jest dobrze. Nie, jest lepiej. Jeszcze dlugo nie bedzie dobrze. Ale trzeba zaplacic cene i poniesc konsekwencje.
Znowu mam nadzieje.

Monday, August 27, 2007

Monday's update

I initiated such a nice discussion after my last post :) I apologize for my Czech, I hope you'll understand.
Rob is coming back this afternoon. I'm looking forward as much as I am afraid. Keep your fingers crossed.
The weekend was quite nice. On Friday we were going to go to a movie party but at the end we (me and Ade) just stayed in his local and talked. It was very nice, he is a very intelligent guy.
Saturday David organized a tournament in ...hmmm forgot how it is called :))) Table football maybe (football = soccer). It was a lot of fun. He has a garden so we were outside, grilled some delicacies. Mniam mniam.
And Sunday was similar to the last one: I stayed at home, cleaned it all again. Now it's ready for Rob. It's shinning! I cooked something nice for dinner, then I realized he does not like cooked veggies. Oh well, I love it. I can eat it all (it would take me at least a week but I would).
Now, it's just waiting.

Friday, August 24, 2007

Wazne rozmowy, wazniejsze decyzje

Short summary in English: I am much better :)))

Nie moge sie zdecydowac, w ktorym jezyku to napisac... Ostatnio najwiecej jednak mowie po czesku, ale moje pisanie jest bardzo slabe. Mimo to, ze piszemy sobie z Lida maile w pracy. Tutaj jeszcze duzo wysilku i nauki potrzeba, a biorac pod uwage, ze sie nie ucze aktywnie, nie ma o czym mowic.

Humor i nastroj poprawil mi sie o 100%. Po pierwsze ciekawie spedzialam tydzien. We wtorek poszlam na koncert irlandzkiej muzyki z Amerykanka, a ona przyprowadzila Irlandczyka. Aczkolwiek stojac w kolejce po piwo zdarzylo mi sie cos niespodziewanego - spotkalam znajomego! Alesa, bylego chlopaka Lidy, a mojego bylego wspollokatora. A znajac nasza podobna milosc do rumu, szybko skonczylo sie na znalezieniu wspolnego stolu. Co mnie rowniez zaskoczylo to to, ze Ales nie byl z kumplami, ale z dziewczyna. Zreszta bardzo mila. Takze wtorek spedzilam po czesko-irlandzku, pijac rum.

Na srode nic nie planowala, bo szczerze mowiac te rumy mnie zmeczyly, ale Adrian napisal, ze idzie sie na kolacje. No wiec sie przylaczylam. Skonczylo sie na tym, ze bylismy tylko we dwojke, ale bylo SUPER! Juz bardzo dawno z nikim nie mialam tak ciekawej dyskusji na wszystkie mozliwe tematy: zaczelo sie o glupich typu ubiegly weekend i co u kogo slychac, przeszlo na polityke i religie, imigracje i ogolnie problemy wspolczesnych spoleczenstw, Ameryke i Anglie i Prage.... skonczylo sie na tym, ze mi opowiedzial czesc swojego zycia, ktore bylo wyjatkowe. Bardzo wyjatkowe. Natchnelo mnie to nowymi myslami na temat tego, co robie ze swoim zyciem, a co bym chciala z nim robic. Niesamowity czlowiek, ten Adrian. Jestem nadal pod wielkim wrazeniem. (Malutka uwaga: on ma czterdziesci pare lat, takze mial czas aby duzo przezyc.)

Wczoraj bylam juz pewna, ze po pracy pojde jak grzeczna dziewczynka do domu, bo w pracy usypialam strasznie. Nie mialam kaca, ale po prost bylam bardzo zmeczona. Az tu okolo piatej po poludniu Lida dzwoni, czy bysmy nie wyskoczyly na piwko. A ze ja Lide kocham niesamowicie, nie moglam sie nie zgodzic. Do tego zaproponowala, ze tym razem pojedziemy do niej i u niej sie przespie. Nie moglam stracic tej okazji. Siadlysmy sobie w bardzo przyjemnej knajpce, w ogrodku "U kasztanu" i tak sobie dobrze porozmawialysmy. Oczywiscie nadrzednym tematem byli mezczyzni, ale w bardziej ogolnym kontakscie. Juz dawno razem tego nie analizowalysmy, bo zawsze szedl z nami pan j. A nim sie nie da bo rowniez on jest naszym tematem. W kazdym razie jak to mowia Czesi, "probralysmy" facetow, po czym zaczelysmy analizowac nasze wybory zyciowe i drogi jakie wybieralysmy. Drogi, ktore bardzo czesto byly bardzo rozna od typowych, utartych i wybieranych przez wiekszosc. Dla przykladu Lida nigdy nie byla w powaznym, dlugim zwiazku i niekoniecznie dlatego, ze nie miala okazji, ale dlatego ze zawsze uciekala. Jej edukacja tez byla bardzo skomplikowana (szczerze mowiac, nie pamietam do konca, jak to szlo). A ja - to wiecie wszyscy, wyjechalam na studia z miasta, do ktorego sie przyjezdza na studia, mialam tylko powazne zwiazki i to bez przerwy, golilam glowe na lyso (albo prawie)... itp itd nie chce teraz tym sie zajmowac. W kazdym razie doszlysmy do tego, co kazda z nas na tym etapie w zyciu potrzebuje dla siebie osiagnac: ja potrzebuje byc sama i znalezc w tym szczescie (bo jak sie nie jest szczesliwym samemu ze soba, to nie mozna byc z drugim czlowiekiem), oraz robic cos poza praca, cos co bedzie mialo sens i bedzie zgodne z moimi idealami (bo teraz pracuje w takiej globalistycznej firmie, z jakimi w pewnym stopniu walczylam, chociaz nie aktywnie; weszlam w wyscig szczurow, mimo ze staram sie trzymac z boku; tutaj jest tylko wielki biznas i pieniadze, pieniadze, pieniadze... dokladnie tego nigdy nie chcialam). Lida potrzebuje znalezc czlowieka, z ktorym bedzie szczesliwa na tyle, ze nie ucieknie; potrzeuje powaznego zwiazku.

Bardzo mnie podniosly na duchu te dwa ostatnie wieczory i te rozmowy. Mam sile na przyszly tydzien, gdzy Rob wroci i bedziemy musieli przejsc bardzo trudne rozmowy. Mam nadzieje, ze w jakis sposob uda nam sie ....... skonczyc ten zwiazek bez niepotrzebnego bolu. (Wiem, ze bezbolesne to nie bedzie. Bedzie to bolalo bardzo i dlugo.... Ale wiem, ze musze to zrobic, mimo ze go bardzo kocham.)

Thursday, August 23, 2007

Krotko

Chcialam napisac dzisiaj cos pozytywnego, bo podobno wszyscy sie o mnie martwia (Lida mi nawet napisala, ze sie sie boi, ze popelnie samobojstwo)...... Musze isc, Lida juz na mnie czeka.
Jest ok.

Monday, August 20, 2007

Loneliness as a redemtion

The weekend was awful. For the first time I wanted it to be over to go to work and talk to people. It's not much better today but at least I'm not alone in the apartment. OK, I haven't spend the whole weekend alone in the apartment but it was still very hard.
I joined Ade and some other people on Friday, we had a few drinks at Noel's and then we went to a party by the river, in Zlute Lazne. It was OK. It was nice with the river right there, we were sitting on the pier chatting. I came back home quite late so Saturday was a lazy day. I went to Vysehrad, where I met a friend of a friend. It was nice. I needed to talk to someone. But that was short and I was too tired to join Ade & co. for a boat party that they planned. And yesterday was another lonely day. I went to church and cleaned the kitchen (finally!) but I was done around 4pm. And I had nothing else to do. I didn't want to go to Vysehrad again. It was too hot for skating and too cold for swimming. I wasn't in a mood for any movie either. It was a bad day.
Fortunately today is a new day. Not that it's much better. I'm still depressed. People are going to karaoke but I don't like it and I'm not in a mood for a big party. But Lida and Andrea are in town so maybe I'll go out somewhere. I don't know myself what I want. (That's not new, should get used to it.)
I need to find me some new friends, see some new faces. But when you're not a student any more, it seems extremely difficult.
I'm such an idiot! I need a brain surgery. Or better heart surgery!
This should a good time, a redemption time! But I'm not able to make use of it without someone to share this time with. Which makes no sense because I was supposed to be alone and enjoy it!

Friday, August 17, 2007

Marzenia

To jeszcze jeden tekst ktory uwielbiam. Niestety, przegapilismy ich na Woodstocku, ale to nic.

Bywa że nie jestem szczery
Czasem zwyczajnie kłamię
Jestem próżny pazerny
Dbam tylko o swoje cztery litery
Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości
Miewam nieczyste intencje
Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadamJ
ak bym istniał tylko ja
A światem rządził szatan
Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus, Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
MacGyver i Pipi

Kocham sie

Moj obecny stan umyslowo-emocjonalny nie jest najlepszy. Ale wiem, do czego daze:

Nikt tego nie wie, jak ja kocham siebie
O sobie tylko śnie!
Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
Ja po prostu kocham się
Na nikogo nie czekam, tylko sobie przyrzekam
Z sobą tylko być
Nigdy się nie pokłócę, nigdy się nie porzucę
Nie rozdzieli mnie nic

Nigdy z sobą się nie kłócę, nigdy siebie nie porzucę
Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się
Całe noce, całe dnie, ja po prostu, ja po prostu kocham się

Każda dziewczyna ma swego chłopaka, a ja tylko siebie
I najlepiej się mam, sam ze sobą na sam
Ze sobą sam na sam
Swoje włosy uczesze, jeszcze raz się pocieszę
Całusa sobie dam!
Nie rozdzieli mnie nic
Tylko z sobą chce być, bo ja tylko siebie mam

Wszyscy udają, że kogoś szukają, znajdują tylko łzy
Jakis czas się kochają, potem się porzucają
Nie umią sami być
A ja jestem sam i dobrze sie mam
O sobie tylko śnie!
Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
Ja prostu kocham się

Moze kiedys sie uda. W kazdym razie najwyzszy czas sprobowac.

Wednesday, August 15, 2007

Another depressing day

I thought that I should write something but really I don't have anything to write about. After the weekend with Lida, I'm spending evenings watching movies and just chilling at home. I cleaned some yesterday, it was a diseaster area already. Now, the bedroom is nice and clean. I still have to take care of the kitchen but I'll leave it for the weekend. It will take a lot of time. I want to do a big, very detailed cleaning, so I need at least one day for the kitchen. At least I don't have any dirty dishes in the sink (oh, I'm sure you who know me better know how big suprise it is). The reaso: I don't eat at home :)
Maybe tonight I'll go out with Andrea. If she'll come back from Plzeň. I dont want to spend another evening alone in the appartment. IT's depressing.

Friday, August 10, 2007

Sokoleč, les, kočka, pes...

Tak teď jsme u Lidušky doma. Liduška upekla vynikající houstičky. Víno je také vynikající. Trošku jsme se už opily. Zítra očekávám výbornou zábavu. Takže Liduška mi připravila užasný víkend.

Teď Vám něco napíše Liduška:
Hoj! Očekávání je pěkná sviňa! Ale bohužel, jsme v tom všichni až po uši. Někdy je to bohudík docela fajn. Jak již jsem předeslala, mám ráda hosty v domě, i když ten dům není tak úplně můj. Martu strašně pobavilo, když se mě brácha zeptal, jestli dojdu zavřít slepice. Nešla jsem je zavřít. Zítra se ocitneme nedaleko slavného slavníkovského hradiště, kam dovezu všechny zájemce vozem. Alespoň si odpočinu od vína, piva a panáků. Už se musím šetřit, Martičce je přeci jen 25, je v rozpuku. Ale mně už zbývají jen pomakované houstičky. A je to dobře. Vivat všichni upřímní lidé, kteří si nepletou upřímnost se zvracením způsobeným momentální nevolností. Jsem asi taky trochu opilá. Na lásku a na přátelství, Martičko. Jsem zvědavá, jak na tom budou v pondělí Tvoje očekávání...

Thursday, August 09, 2007

Nahoda - nehoda

Wczoraj byl piekny dzien. Nie byl wody w calym budynku, wiec puscili nas do domu w poludnie (podobno jest na to prawo w Czechach). Pogoda byla sliczna, takze chcielismy jechac nad wode, ale kierowca zawiodl, wiec wyladowalismy na Vysehrade. Dotarlismy tam ok 3ciej, bo jeszcze wstepowalismy do domow, zeby sie przebrac. A do domu wrocilam ok 2 w nocy :) Zaczelismy tylko z j., potem przyszedl niedoszly kierowa z dziewczyna (kierowca to tez kumpel z pracy), a potem dolaczyla Lida i kumpel j. Andree chcielismy namowic, ale byla "lina" (po czesku to znaczy cos podobnego do leniwa, ale bardziej chodzi o to, ze jej sie nigdy nic nie chce a jak juz sie spotkamy to ja musze jezdzic tam, gdzie jej najbardziej odpowiada, bo dalej niz 3 przystanki od domu nie pojdzie). Ogolnie popoludnie bylo cudowne. I nie bylam sama w domu, bo Lida u mnie spala. Mimo to, ze juz mieszka w Pradze :) Fajnie bylo....
Dzisiaj juz jest woda w biurze i trzeba pracowac :( na szczescie za chwilke weekend. Chyba jade do Lidy na wioske. Zobaczymy...

Monday, August 06, 2007

Przyjaźń, Miłość i Muzyka


Bylo super! Kto nie byl na Woodstocku nie wyobraza sobie takiego luzu, swobody i wolnosci. Na innych koncertacch czy festiwalach moze panowac fajny klimat, ale takiej atmosfery jeszcze niegdzie i nigdy nie spotkalam. Wszyscy do siebie tak dobrze nastawieni, szczesliwi ze sa w tym miejscu. Zero narkotykow (na prawde, nawet nie widzialam nikogo palacego trawe), malo pijanych jak na taka impreze. Wyjatkowy weekend. Wyjatkowy rowniez pod tym wzgledem, ze sie przez 3 dni nie kapalismy bo nie bylo gdzie. Podobno gdzies tam byly prysznice, ale my bylismy twardzi. Na szczescie w powrotnym autobusie byla klima, bo inaczej wyploszylabym polowe ludzi.

Na zdjecia musicie troszke poczekac, az Mloda mi je wysle. Zwazywszy, ze nie maja jeszcze internetu, moze to nastapic dopiero we wrzesniu, gdy ich odwiedze. Poki co, obejrzyjcie tutaj.

Musze konczyc, bo juz najwyzszy czas isc do domu. Jeszcze nie odespalam tej eskapady, a musze wstapic po zakupy.

Na marginesie, Jurek cos wspominal ze to ostatni przystanek; dobrze ze sie zalapalismy.

Wednesday, August 01, 2007

Woodstock!

Jade! Juz jutro! Nie moge sie doczekac! Troche sie boje, ale tylko troszke. Bedziemy sie super bawic!
Jak wroce, zdam dokladna relacje.

Wczoraj bardzo zasmucila mnie wiadomosc, ze Niedzwiedz odchodzi z Trojki. To moj ulubiony prezenter, ukasztaltowal moj gust muzyczny w duzym stopniu. Poza tym on nadawal ton Trojce, byl wyznacznikiem jej poziomu razem z Kaczkowskim. A teraz odchodzi.... Gdy o tym mowil, glos mu sie lamal :(

Thursday, July 26, 2007

Siedem obciachów architektury

I'm quite busy this week but I have to post this. I found a few minutes today to have a look at the paper I like, Wyborcza. Yes, it's Polish and it is in Polish. So I don't really know why I'm writing in English; it just feels like it. So there is an article "Siedem obciachow architektury" (Seven shames of architecture) with THIS picture. My old church. It is really terrible building. And inside it's not better. It's really hard to pray in this building!

Friday, July 20, 2007

Juz piatek!

Do dupy ten dzien byl. Strasznie duzo ludzi mnie wkurzylo. Ale to nic, to tylko praca.
Najgorsze, ze slucham Trojeczki, a tam graja z Jarocina i tak mi smutno, ze mnie tam nie ma. Dzisiaj gra Hey. Wlasnie leci Teksanski... klasyka. Dawne czasy sie przypominaja. Nostalgia i tesknota. Wczesniej byl koncet Dzemu. Nie to, co kiedys, z innym wokalista, ale coz, lepsze to niz nic. Wlasnie powtarzaja... Ale bym teraz chciala byc w Jarocinie. Sprobuje w przyszlym roku. Musze tylko sobie uswiadomic troszke wczesniej niz dzien przed poczatkiem, zebym mogla zorganizowac transport. Tym bardziej, ze nie wiem, gdzie za rok bede mieszkac.
Z jednej strony zebralabym sie do domu, ale z drugiej tu mi gra Trojeczka, a tam nie. Z drugiej tam jest Ksieciunio. Juz jest lepiej o niebo lepiej. Mimo tego, ze oboje mielismy stresujacy tydzien. Ja tylko dzisiaj musze sie jakos trzymac, zeby nie wybuchnac. Poszlabym na basen, ale nie mam rzeczy ze soba, a wracac sie do domu i dopiero na basen to bez sensu. Jutro sie wybieram, o ile bedzie pogoda. Wracajac do tematu, w domu spokojniej. I nawet dostalam kwiatuszki przed wczoraj. Chyba czekamy, az Ksieciunio wyjedzie. A moze nie. Ja juz mysle, ze sie bede czuc samotna. Z drugiej strony nie bedzie mi sie spieszylo do domu, wiec bede chodzic na basen. Po drugie, w zwiazku z tym, ze nie bedziemy jesc razem (co trudno byloby zorganizowac w zwiazku z tym, ze bedziemy przebywac na innych kontynentach), nie bede gotowac, i moge spokojnie zaczac jakas diete. Jasne, tak sie ludze.

Thursday, July 19, 2007

Jarocin

Dzisiaj rano wpadlam na pomysl, zeby posluchac mojej ulubionej Trojeczki on-line. Nawet bez problemu sie tam dostalam i gra mi milutko caly dzien. Aczkolwiek jest jeden problem - uslyszalam, ze Jarocin bedzie, wyszukalam stronke, weszlam no i sie troszke zasmucialam, bo zaczyna sie jutro. Ale co tam, graja super zespoly, moze sie uda pojechac. No i ze 3 godziny szukalam polaczenia, zeby sie dostac do Jarocina na festiwal i potem wrocic do pracy w poniedzialek rano. Niestety, dojechac by mi sie udalo, ale juz z powrotem bylby problem. A juz sie umowilam z Mloda i wszysko. Fajnie by bylo.... Ale nie moge sobie podarowac 2 dni pracy, zwlaszcza proszac o urlop pol dnia wczesniej. Do tego nie bardzo z kasa.
Na szczescie Jarocin nie jest jedynym festiwalem w PL, chociaz najbardziej kultowym i na prawde zespoly super graja (HEY, Armia, Dezerter, Myslovitz, Trebunie Tutki, itp itd... zobaczcie sobie sami tutaj). Ale skoro nie da rady, to nie da rady. Tak wiec sprobujemy sie z Mloda wybrac na Przystanek Woodstock. Wiekszosci zespolow nie znam, ale to sie nie liczy. Liczy sie atmosfera. Tylko bede musiala Mloda poprosic, zeby moje glany zabrala, bo bez tego sie nie obejdzie. Wydaje mi sie, ze atmosfera moze byc fajniejsza, bardziej wyluzowana. Chociaz nadal nie wiem, jak tam dotre, ale cos wykombinuje. Trzymajcie kciuki.
A teraz na Tara-Fuki!

Reality better than plans

The plan did not quite work yesterday. I got home before 6, I had bought something delicious (raspberries to make smoothie) but Prince was still there so I couldn't just chill out. I did the dishes. I didn't clean all the clothes. I watched most of the movie (Jasminum), but Prince came back before it was finished. But we had a very nice dinner, I think: chicken with mint, potatoes and tomatoes. And then smoothie as a desert. And some wine. Miam mniam. Even if the plan didn't quite work, it was a very nice evening.
And today I'm going to see Tara Fuki with Lida, Jirka, maybe Ade and Prince. It will be fun. Especially that they are playing on the island - Strelecky Ostrov.

Wednesday, July 18, 2007

Evening plans

It's kind of a boring day. Nothing happened. I was thinking about going to see a movie (either Inland Empire by David Lynch or czech Vratné lahve) but I changed my mind. Our apartment is a total mess, we haven't had the time to do the dishes for at least 3 days so it's a disaster area. Also, yesterday we went to a concert (after I went to the swimming pool with Lida) and tomorrow I'm also going out, maybe I will convince Prince to go with me. So the only day to clean and just enjoy a calm evening at home is today.

The plan is:
1. go shopping on the way home and get something delicious
2. get home early, before 6 if possible
3. do the dishes as quickly as possible
3. clean all the clothes and other crap lying everywhere
4. cook something delicious
5. watch a good, optimistic movie, probably Jasminum, with dinner and the delicious thing bought earlier

Tomorrow I'll let you know if it worked. It's after 5 already, so I have to get going.

Tuesday, July 17, 2007

Neuveritelne

Opět byli vyhlašováni vítězové každoroční Ceny Stelly.

Cena je pojmenována podle 81ti leté Stelly Liebeck, která se kdysi polila kávou a úspěšně za to nechala odsoudit McDonalda. Tento případ inspiroval ke každoročnímu vyhodnocení nejkurioznějších a nejúspěšnějších soudních případů v USA.

Bohužel se do loňského hodnocení nedostala současná kampaň teenagerů, kteří nyní houfně žalují McDonaldy, že po jídle u nich ztloustli.

~*~ *~*~*~
5. místo (dělené)

Kathleen Robertsonová z Austinu, Texas, vysoudila $780,000 za zlomený kotník v nábytkářském obchodě, kde zakopla „…o pobíhajícího spratka“.
Majitelé obchodu byli rozsudkem dosti překvapeni, protože ten předmětný spratek byl syn paní Robertsonové.

~*~ *~*~*~
5. místo (dělené)

19ti letý Carl Truman z Los Angeles, Kalifornie, získal $74,000 + léčebné výlohy, když mu jeho soused přejel ruku vozidlem Honda Accord.
Pan Truman si zřejmě nevšiml, že někdo sedí za volantem právě toho vozu, ze kterého kradl poklice.

~*~ *~*~*~
5. místo (dělené)
Terrence Dickson z Bristolu, Pennsylvanie, opouštěl přes garáž dům, který právě vykradl. Nepodařilo se mu ale otevřít dveře garáže, protože vypovědělo automatické otevírání. Zpátky do domu se taky vrátit nemohl, protože si zaklapl spojovací dveře z garáže do bytu.
Majitelé domu byli na dovolené a tak zůstal p. Dickson uvězněn v garáži 8 dní a přežil jen díky zásobě Pepsi a velkému pytli psích granulí.
Od vlastníka domu pak vysoudil náhradu za duševní újmu ve výši $500,000.

~*~*~*~*~
4. místo

Jerry Williams z Little Rocku, Arkansas, získal $14,500 + úhradu nákladů léčení, když byl napaden sousedovým psem beaglem.
Pes byl na řetězu a za plotem – tedy na dvorku svého pána.
Vysouzená náhrada byla poměrně nízká, protože porotě přece jen připadal ten pes poněkud vyprovokován, vzhledem k tomu, že p. Williams lezl přes plot na onen sousedův dvorek a po psovi opakovaně pálil ze vzduchovky.

~*~*~*~*~
3. místo

Filadelfská restaurace musela zaplatit panu Amberu Carsonovi z Lancasteru, Pennsylvania, náhradu ve výši $113,500 poté, co v podniku uklouzl na rozlité limonádě a zlomil si kostrč.
Limonáda se na podlahu dostala několik vteřin před popsaným incidentem, kdy ji p. Carson chrstl do obličete svému příteli během poněkud ostřejší výměny názorů.

~*~ *~*~*~ 2. místo

Kara Waltonová z Claymontu, Dealaware, vysoudila na nočním klubu v sousedním městě náhradu za to, že při vylézání z okna záchodu spadla na zem a vyrazila si dva přední zuby.
Stalo se tak proto, že pí. Waltonová se pokušela utéct ze záchodu bez zaplacení poplatku $3.50. Získala náhradu $12,000 + náklady na zubaře.

~*~ *~*~*~1. místo

Vítězem letošní soutěže byl p. Merv Grazinski z Oklahomy. Ten si koupil zcela nový obytný vůz Winnebago. Při cestě domů z fotbalového zápasu vjel na dálnici, nastavil automat na 130 km/hod, přelezl ze sedadla řidiče do obytné části a vařil si kávu.
Nebylo pak divu, že vůz opustil dálnici, havaroval a převrátil se. P. Grazinski se tudíž soudil s výrobcem, že v návodu k obsluze vozidla nebylo výslovně uvedeno, že toto se nesmí.Porota mu přiřkla náhradu $1,750,000 plus zcela nový Winnebago Motor Home.
Výrobce pak skutečně v tomto smyslu upravil návod k ovládání vozidla pro případ, že by se na světě vyskytl ještě další úplný blbec a naneštěstí si opět koupil jejich vůz.

To je opravdu možné jen v Americe…


I'm sorry that it's only in Czech but it's too long to translate during such a hot day. As I mentioned before, we should all learn new languages :)

Praski piekarnik

I guess you already realized I'm not so busy at work any more as I used to be: I have time to post on my blog every day. That's truth, but it has also negative aspects: we don't have enough work for the team and I need to get rid of some people. I have to decide who and how and when. Difficult.

I'm dying today - it's crazy hot and I went for lunch. It was a big mistake. I should have eaten fruits or yogurt as I planned. I'd feel better. On the other hand I'm going to the swimming pool today with Lida, so I thought that I should eat something normal to have energy to swim. But now I have even less energy than I would without lunch.

I will continue dying for the next 2 hours. I'm leaving early today to meet Lida. And I don't really care. It's too hot to stay here especially without work to make me busy.

Monday, July 16, 2007

Pics

I posted a lot of pictures (from Scotland, Karlovy Vary, Kutna Hora itp): http://strawberryfields.buzznet.com/user/photos/recent/